1) Jak wygląda flaga Unii Europejskiej? 2) Jak wygląda maskotka Unii Europejskiej? 3) Jaka jest waluta w Unii Europejskiej?
Flaga miejska Republiki Portugalskiej ma długą historię. Tak wygląda współczesna flaga Portugalii: Flaga historii Portugalii Pierwszym znakiem heraldycznym Portugalii, o którym wspominają źródła, był niebieski krzyż na białym tle. Tak obserwował tarczę Heinricha Burgundskiego w XI wieku. W Afonusie powiększenia, których oznaczył Pan Portugalii, zostały przedstawione na
Jak wygląda flaga Stanów Zjednoczonych? Flaga Stanów Zjednoczonych, znana również jako Old Glory, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli narodowych na całym świecie. Składa się z trzynastu równoległych poziomych pasków, siedmiu czerwonych i sześciu białych, oraz niebieskiego prostokąta w lewym górnym rogu, który zawiera pięćdziesiąt białych gwiazd, ułożonych w
cash. Wzgórze twierdzy Kalemegdan Dzień w Belgradzie rozpoczynamy od zwiedzania jego najstarszej części czyli twierdzy Kalemegdan, która znajduje się u samego ujścia Sawy do Dunaju. Zwiedzanie Belgradu dobrze się zaczyna, szczęśliwie auto udaje nam się pozostawić na parkingu nieopodal ambasady francuskiej. Twierdza dzieli się na dwie części: Dolną oraz Górną. Historia wzgórza Wzgórze przez stulecia stanowiło strategiczny punkt jednego z najstarszych europejskich miast jakim jest właśnie Belgrad, miasto wielokrotnie było zdobywane, niszczone i odbudowywane. Dzisiaj na wzgórzu znajduje się duży park, założony przez księcia Mihaila Obrenovica w 1867 roku, a w nim liczne pomniki i alejki zdobione wypielęgnowaną roślinnością. Samo miejsce pełni funkcję wypoczynkową i rekreacyjną. Mijamy sprzedawców pamiątek, mamy wrażenie, że z większości koszulek, kubków czy flag spogląda na nas Władimir Putin. Jak wiadomo Serbowie sympatyzują z Rosjanami, natomiast nie przepadają za Ameryką, trudno się nie dziwić, gdyż to właśnie NATO bombardowało Serbię za rzekome zbrodnie na Albańczykach. Warto zwrócić uwagę na Pomnik Wdzięczność Francji, który wyszedł spod rąk Ivana Meštrovica. Na terenie twierdzy znajduje się Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum Wojska oraz ZOO. Odnajdujemy również antyczne wykopaliska i katakumby rzymskie. Spacerując podziwiamy czołgi, armaty i rozmaity arsenał wojenny pochodzący z rożnych lat. Arsenał wojenny pochodzący z rożnych lat Ze wzgórz podziwiamy imponującą panoramę na ujście rzeki Sawy do Dunaju. A następnie przechodzimy na zachodnią część wzgórza gdzie znajduje się taras widokowy, z tego punktu można podziwiać panoramę miasta, szczególnie Nowego Belgradu, znajduje się tutaj również wysoki pomnik „Victor”. Ujście rzeki Sawy do Dunaju 14-metrowy pomnik symbolu miasta - Victora (Pobednik) W parku możemy podglądać jak swój wolny czas spędzają mieszkańcy Belgradu Panorama miasta Belgrad Zwiedzanie Centrum i Kawiarnia "?" Obowiązkowym punktem zwiedzania Belgradu jest lokal o enigmatycznej nazwie „?”, zabytkowa kawiarnia jest położona przy ul. Kralja Petra 6. Drewniany budynek w stylu serbsko-bałkańskim wybudowano w 1823 roku dla kupca Nauma Icka, następnie lokal kierowany przez doktora Ećima Toma i kolejno przejęty w 1. połowie XIX w. I właśnie wtedy zaczęły się problemy z nazwą, gdyż nowi właściciele mianowali miejsce „Kawiarnią Katedralną”. Nazwa nie spodobała się władzą duchownym i nakazano jej zmianę, rządzący lokalem w geście sprzeciwu zawiesił szyld ze znakiem zapytania: „?”. Po jakimś czasie nazwa „?” tak się przyjęła, że postanowiono jej nie zmieniać. Właśnie w tym lokalu dostajemy tradycyjnie parzoną kawę, jej koszt to około 5 zł, a smak jest prawdziwy i mocny, sieciowe kawy, nie mogą konkurować z serbską tradycją. Nieopodal kawiarni znajduje się cerkiew Soborowa, którą także odwiedzamy. Należy pamiętać, że aby wejść do cerkwi trzeba zabrać ze sobą ubiór zakrywający ramiona oraz kolana. Kawa serwowana w „?” Spacerujemy główną ulica stolicy Serbii (Kneza Mihaila), która już od czasów rzymskich stanowiła tętniące życiem miejsce, obecnie pełno tutaj butików, restauracji i hoteli. Na ulicy malarze sprzedają swoje obrazy, a muzycy grając umilając zwiedzanie miasta. Część budynków jest już odnowiona, natomiast wiele wymaga jeszcze dużo pracy. Wzdłuż deptaku podziwiamy budynki charakteryzujące się stylem neorenesansowym Dom Marka Stojanovicia. Pod adresami Kneza Mihaila 46, 48 oraz 50 można podziwiać tzw. zespół domów obywateli, który powstał w latach 70 XIX w. Na końcu deptaku docieramy do pierwszego drapacza chmur wybudowanego w Belgradzie tuż przez II wojną światową. W Pałacu Albania bo właśnie tak się nazywa owy budynek, znajdują się przede wszystkim siedziby różnych firm. Parasole zdobiące ulicę Belgradu Historyczna zabudowa ulicy Kneza Mihaila Budynek "Domu prasowego" wzniesiony w latach 1958-1961 według projektu Ratomira Bogojevica Pomnik księcia Obrenovica Dochodzimy do Placu Republika, przy którym znajduje się Muzeum Narodowe, jednak to niestety jest zamknięte z powodu remontów. Co ciekawe, część dzieł sztuki ewakuowano przed nalotami NATO w 1999 roku i po dzień dzisiejszy nie zwrócono ich do muzeum. Podziwiamy pomnik który przedstawia księcia Obrenovica jadącego na koniu z szablą w dłoni. Budowla miała na celu uczczenie wyzwolenia Serbii spod okupacji Turków. Ponadto, to właśnie tutaj pod koniec lat 90, odbywały się manifesty antyamerykańskie. Z kolei w artystycznej części miasta – dzielnicy Skadarlija mijamy słynny hotel Moskwa (róg ulic Terazije i Balkanskiej), natomiast skręcając w górę mijamy budynek parlamentu. Budynek parlamentu Imprezowa Skadarlija i najstarsza dzielnica Zemun Decydujemy się na obiad w restauracji Vuk, gdzie mamy okazje spróbować ćevapčići, czyli roladek z grillowanego mielonego mięsa serwowanych z cebulą i ziemniakami. W zasadzie danie nie wyróżnia się niczym szczególnym i nie jest zbyt smaczne, natomiast udaje nam się odhaczyć jeden z lokalnych specjałów więc całe wyjście i tak liczymy na plus. Posileni spacerujemy ulicą Zetska słynącą z licznych restauracji, w przeciwieństwie do innych miejsc jest tutaj naprawdę cicho i można się zrelaksować w przyjemnym do samochodu i kontynuujemy zwiedzanie Belgradu kierując się do dzielnicy Zemun, która jest jednym z najstarszych miejsc w mieście, pierwsze ślady ludzkiej obecności pochodzą z neolitu. Nie zapuszczamy się w głąb dzielnicy, gdyż decydujemy się spacer wzdłuż rzeki, zatrzymujemy się na przerwę w jednej z kawiarni zlokalizowanych na brzegu. Kawiarnie przy ulicy Zetska Bokser na koniec dnia Blegrad to miasto różnorodne, niektóre miejsca zachwycają wdziękiem z drugiej strony momentami można poczuć się przytłoczonym budynkami w stylu brutalistycznym. Dla nas Belgrad to brama wjazdowa na Bałkany i właśnie tutaj rozpoczynamy swoją przygodę. Na nocleg jedziemy do Jagodiny, wcześniej zarezerwowaliśmy mieszkanie w mieście, ale kiedy podjeżdżamy pod budynek okazuje się, że wszędzie pogaszone jest światło, a na podwórku czuwa pies rasy bokser. Widząc „pupila”, raczej nie mamy ochoty na ryzyko związane z wejściem na teren posesji. Na dodatek mamy problem z telefonem i nie możemy skontaktować się z właścicielem mieszkania. Jest już późno ale udaje nam się znaleźć otwarty sklep, mówimy jak wygląda nasza sytuacji i prosimy o możliwość użycia telefonu właścicielki sklepu. Na szczęście okazuje się że dziewczyna obsługująca sklep zna człowieka, od którego mamy najmować mieszkanie, z uśmiechem na ustach kontaktuje się z nim i po parunastu minutach ten się zjawia. Żeby było zabawnie bokser, którego się obawialiśmy okazuje się miłym pieskiem, który po prostu chciał żeby kopnąć mu piłkę. Dostajemy klucze do domu i zostajemy w nim w trójkę, to znaczy ten trzeci to właśnie bokser.
Wojwodina - Nowy Sad Adres: Serbia Wojwodina Nowy Sad, Stari grad Wojwodina: Autonomiczny okręg Serbii Stolica - Nowy Sad Przez Serbów nazywany Serbskimi Atenami Liczba ludności: ~381 tys. (2002r.) Powierzchnia: 129,4 km kw. Atrakcje turystyczne: Twierdza Petrovaradin Dunaj i liczne plaże Ok. 20 km od Centrum miasta Park Narodowy Fruška Gora Serbski Teatr Narodowy Festiwal muzyczny EXIT Novi Sad Jazz Festival Belgrad Adres: Serbia Belgrad, Kneza Mihaila Miasto: Stolica Serbii Starożytne Singidunum, daw. Białogród Liczba ludności: ~ 1,75 mln (2007r.) Powierzchnia: 359,9 km kw. Klimat: cechy klimatu kontynentalnego oraz umiarkowanego Parkowanie: w wyznaczonych miejscach za opłatą za pomocą smsa Belgrad uznawany jest ja za jedno najbardziej imprezowych miast świata Atrakcje turystyczne Ujście rzeki Sawy do Dunaju Twierdza Kalemegdan Cerkiew Św. Sawy Parlament Mauzoleum Josipa Broz Tito Ada Ciganlija - zalew rekreacyjny Zlatibor Adres: Serbia Zlatibor, Улица Панта Мијаиловића Miasto i region w Alpach Dynarskich Miejsce wypoczynku Serbów Baza wypadowa w Góry Dynarskie Jezioro zlatiborskie Dane aktualne na dzień Corps Diplomatique na Bałkanach Granica Węgry-Serbia Góry Po roku oczekiwania nadszedł w końcu czas wakacji. Czas w którym, wsiadamy, jedziemy i odpoczywamy. Zapraszamy na I część opowieści pod hasłem “Kropek na nieznanych drogach – Serbia”. Sam pomysł wakacji na Bałkanach wziął się z chęci zobaczenia czegoś innego niż w typowych kurortach z milionami “europejskich” turystów. Zobaczenia krajów gdzie całkiem niedawno toczyła się wojna, gdzie od 20 lat ludzie w końcu mają prawo posiadać samochód (relacja z Albanii), gdzie na podwórku pod oknem znajdują się groby bliskich (relacja z Sarajewa) i w końcu gdzie góry wpadają do morza (relacja z Czarnogóry). Trasa przebiegała tak aby zobaczyć stolice poszczególnych bałkańskich krajów. W pierwszy dzień jechaliśmy głównie autostradami (trzeba było tylko przebić się przez Polskę i kawałek Słowacji). Jako, że czekało na nas kilka państw i różne waluty postanowiliśmy wziąść tylko Euro wymieniając je na bieżąco wtedy kiedy potrzeba. Wczesnym rankiem, w końcu do pierwszego celu było ok. 900km, uruchomiliśmy silnik i pojechali przez Bratysławę i Budapeszt wprost pod granicę Serbską, gdzie miała się zacząć Nasza bałkańska przygoda. Kilkadziesiąt samochodów na dwóch pasach przed granicą przypomniało nam o tym, że tu kończy się Unia Europejska i zaczyna inny nieznany nam świat. Granica z Serbią Ale zaraz! Trzeci pas był wolny, nikt nie zapuszczał się do tego okienka, a nad nim znajoma flaga z gwiazdkami i napis “EU citizens”. Spojrzeliśmy na siebie, na znak, na samochody w kolejce (również z rejestracjami unijnymi), na wolny pas, na siebie i lampka nad głową oraz delikatny uśmiech powiedział nam, że “EU citizens” to my 🙂 Kierunkowskaz, jedynka, skręt, dwójka, mijane samochody, trójka, mijane spojrzenia zawistnych (a może zdziwionych) kierowców, czwórka, hamulec i okienko paszportowe. -Passports, please – rzekła celniczka, -Here you are – odpowiedzieli podróżnicy, -Ok, you can go – powiedziała Pani w mundurze, -Bruuum – odparł zadowolony Kropek. Przejechaliśmy przez granicę a za nami pozostał tłum samochodów. Poczuliśmy się jakbyśmy byli z innego świata. Oni czekają w kolejce, my jedziemy. Ech – Serbio – zaczynamy przygodę. Lecz po chwili, po kilkuset metrach drugie bramki graniczne, tym razem z celnikami serbskimi. Sytuacja taka sama: kilkadziesiąt samochodów w kolejce i jeden pas wolny z napisem “CD”. Spojrzeliśmy na siebie i bez dłuższej chwili zastanowienia ruszyliśmy naprzód. Skoro raz się udało bez kolejki to i czemu drugi raz ma się nie udać. Po dojechaniu do bramki podszedł celnik, wziął paszporty, otworzył je, zamknął i machnął ręką zapraszając do jazdy… ale w drugim kierunku aby się cofnąć i czekać jak wszyscy :). Na ten niespodziewany gest grzecznie wrzuciliśmy wsteczny bieg i ruszyli do tyłu mijając twarze z uśmieszkami 🙂 Jak się później okazało jednak nie należymy do “Corps Diplomatique”, nie mamy dyplomatycznych paszportów, Kropek też nie wygląda na dyplomatyczny samochód (chyba że jakiegoś biednego afrykańskiego kraju) i musimy stać jak wszyscy, jak zwykli śmiertelnicy, jak większość obywateli zwykłego świata, ale przynajmniej jedne bramki udało nam się przejechać szybko jak Ci “lepsi”. Po 40 minutach czekania w upale, sprawdzeniu paszportów, wbiciu pieczątek wjechaliśmy na serbską ziemie i serbską autostradę. Serbia Tu chwilę, tytułem wstępu, po krótce zanudzę historią 🙂 Serbia jest jednym z najmłodszych państw Europy. Dzięki naszemy czytelnikowi Piotrowi Kieracińskiemu należy się tu sprostowanie: Oczywiście Serbia nie jest nowym, młodym krajem. Kraj oraz naród serbów posiadają bogatą historię. Od wieków występowali na mapach Europy (również jako Raszka, Zeta). Nasze powyższe, pierwotne zdanie to taki skrót myślowy – chodziło nam o obecny kształt granic Serbii. Powstała w 2006 roku po rozpadzie Serbii i Czarnogóry (Federalna Republika Jugosławii). Wcześniej wraz z innymi obecnie krajami istniała Socjalistyczna Federacyjna Republika Jugosławii (Jugosławia), utworzona po II wojnie światowej. Liczne nieporozumienia oraz mieszanka różnych narodowości i kultur w pewnym momencie sięgnęła zenitu i wybuchła krwawa wojna domowa. Bośnia i Hercegowina Pozostalości po wojnie ? Sarajewo dziś Poszczególne republiki wchodzące w skład Jugosławii walczyły o swoje miejsce we współczesnym świecie. W latach 1991-1992 nastąpił rozpad Jugosławii. Późniejsze lata jeszcze bardziej podzieliły to co zostało – Czarnogóra odłączyła się od Serbii, a na terenach Serbii pozostały jeszcze dwa autonomiczne regiony. W 2008 roku kolejne zamieszki doprowadziły do jednostronnego ogłoszenia niepodległości przez Kosowo. Niepodległość Kosowa na chwilę obecną uznaje około połowa stałych członków ONZ, w tym Polska. Drugim autonomicznym regionem z własnym prezydentem i premierem jest Wojwodina. Jest to północny region Serbii rozciągający się od granicy z Węgrami do Belgradu. Kończąc wstęp historyczny naszym pierwszym celem wycieczki była stolica Wojowidiny – Nowy Sad. Początkowo chcieliśmy jeszcze jechać do Kosowa, ale z powodu drogiego (50 euro) wjazdu na teren Kosowa oraz, że leży ono trochę nie po drodze planu naszych wakacji zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Droga od granicy do Nowego Sadu nie wywarła na nas jakiegoś większego wrażenia. Może dlatego, że jechaliśmy autostradą, która była dobrą drogą dwupasmową. Teren płaski, poza drogą pola, pola, pola i co jakiś czas radiowóz policyjny. Wnoszenie opłat za autostrady jest trochę inne niż u nas. Jadąc zauważa się jedynie znaki, że zaraz będzie odcinek płatny, przejeżdża się jakby nigdy nic, a po jakimś czasie bramki i opłata, która nie jest specjalnie wysoka. Wojwodina – Nowy Sad Yugo – ich jest tu mnóstwo Nowy Sad Po jakimś czasie zjechaliśmy z autostrady i późnym popołudniem wjechaliśmy do stolicy Wojwodiny – Nowego Sadu. Miasteczko małe i ładne. Co od razu rzuciło nam się w oczy to samochody o odpowiedniej temu regionowi klasie. Większość to Yugo, Zastawa itp., więc i Kropek mógł się poczuć jak coś lepszego 🙂 Mieliśmy zarezerwowany hotel (hostel) w centrum miasta więc przejechaliśmy przez niemal cały Nowy Sad i dotarli na ulicę Radnicką, gdzie znajdowało się nasze lokum. Kropek zaparkował pod drzewem na ulicy i weszliśmy do hostelu. Osoba, która nas przyjmowała była wyjątkowo miła i pomocna. Już dawno nie spotkaliśmy się z tak sympatyczną obsługą. Opowiedziała nam wszystko to co chcieliśmy i nie chcieli wiedzieć, dała mapę miasta, pokazała gdzie i jak iść. Przyznam, że pełen profesjonalizm. W hostelu natomiast jak nigdzie indziej był niespotykany dla nas system mieszkania. Pokoje dla gości nie były zamykane na klucz, a torby i co cenniejsze zamykało się w szafkach znajdujących się w holo-kuchnii. W innym pokoju goście nawet nie zamykali drzwi i spali przy otwartych. Samego właściciela jak i osób z obsługi od wieczora do rana nie było w budynku. Była tylko kartka z telefonem, że jak coś to jest w budynku na ulicy obok. Widać tu duże zaufanie do odwiedzających. Na miejscu dostępny telewizor, Internet, express do kawy itp. sprzęty i nikt nic nie wynosił w nocy 🙂 Rynek i Ratusz MPO Twierdza Petrovaradin Po ogarnięciu się i zalaniu łazienki skierowaliśmy się na stare miasto. Jego centrum czyste i zadbane, jedynie jak się skręci w mniej popularną ulicę to już gorzej. Śmieciarki – złożone z konia i wozu obklejonego tekturą. Obdrapane mury, kontenery z nie pachnącymi śmieciami. Natomiast rynek starego miasta jak większość innych tego typu centrów. Plac, kościół, ratusz i ludzie. Centrum tętni życiem, a im bliżej nocy tym większy ruch. Ratusz nocąZachód Czysta szeroka ulica handlowo-reprezentatywna przypominała nam zakopiańskie Krupówki. Przespacerowaliśmy przez nią i skręcili w kierunku drugiej pod względem wielkości rzeki w Europie – Dunajowi. Od właściciela hostelu wiedzieliśmy co nas tam spotka – twierdza Petrovaradin. Sam Dunaj czysty, szeroki i ładny. Po drugiej stronie mostu znajduje się wspomniana okazała twierdza. Efekt zachodzącego słońca nad rzeką sprawiał, że miejsce nad Dunajem było magiczne. Przeszliśmy przez most pooglądali zaniedbane budynki i wrócili do czystego rynku Nowego Sadu. Po drodze przeszliśmy przez miejski park, również ładny jak i tłummy. Na rynku zjedliśmy kolację, napili jakiejś wody, pospacerowali i udali z powrotem do hostelu. Zmęczeni po całym dniu wrażeń poszliśmy spać mając na uwadze, że to dopiero początek… Belgrad O poranku podekscytowani nowymi wyzwaniami i nowymi miejscami opuściliśmy Nowy Sad. Znów podróżując autostradą po dwóch godzinach dojechaliśmy do Belgradu. Tam nie mieliśmy w planach noclegu więc od razu zabraliśmy się za zwiedzanie. Miasto duże i zatłoczone. Nie było widać jednak specjalnie śladów bałkańskiej wojny. Widzieliśmy tylko jeden zniszczony budynek (nie wiem czy to od wojny czy od czegoś innego). W palącym słońcu dojechaliśmy pod jedną z największych na świecie cerkwi prawosławnych. Cerkiew św. Sawy Remont w Cerkwi Fontanna Cerkiew św. Sawy znajduje się w samym środku miasta i dumnie góruje nad wąskimi uliczkami. Parkingu obok nie znaleźliśmy ale akurat trwał remont cerkwi więc wjechaliśmy na teren budowy i zaparkowali. Nikt się nie czepiał, nawet stacjonującą obok policja. Cerkiew robi wrażenie – duży biały budynek z kopułami i krzyżami. W środku nie było prawie nikogo, chociaż co jakiś czas wchodziły pojedyncze osoby całowały portret świętego i wychodziły. Przed cerkwią znajdował się zadbany mały plac z fontannami i ławkami. Odpoczęliśmy chwilę i ruszyli rzek Znalezienie miejsca parkingowego bliżej starego miasta chwilę nam zajęło. Nie mogliśmy się połapać jak wygląda sprawa z opłatami za parkowanie. Pod tym względem miasto nie jest przystosowane dla zagranicznych gości. Podjechaliśmy pod ambasadę Słowenii i tam po krótkiej rozmowie z policjantami dowiedzieliśmy się, że opłaty za parkowanie wnosi się za pomocą smsa, ale na jaki numer, co wpisać w treści i ile wynosi opłata nie potrafili nam powiedzieć 🙂 Nigdzie nie było na ten temat informacji, znaleźliśmy tylko numer na jaki coś trzeba wysłać. Belradzki deptak Zrezygnowaliśmy więc z opłat i pojechali poszukać czegoś darmowego i bez problemów. Dojechaliśmy nad ujście rzeki Sawy i Dunaju do reprezentatywnego wzgórza z celtyckimi fortyfikacjami – Kalemegdanu, skąd roztacza się wspaniały widok na miasto i okolice. Znaleźliśmy tam darmowe miejsce obok zajezdni tramwajowej przy wejściu na wzgórze. Zanim jednak ruszyliśmy zdobywać fortyfikacje przeszliśmy przez stare miasto. Tu podobnie jak w Nowym Sadzie i innych miastach – zadbany i szeroki deptak z licznymi sklepami dookoła. Nic wyróżniającego się. Napełniliśmy brzuchy i poszliśmy zobaczyć miasto z góry. Kalemegdan to wielki park z muzeami, pomnikami, budowlami rzymskimi, cerkwiami i zoo, całość otoczona starymi murami obronnymi. Prawdopodobnie tu znajdowała się celtycka osada oraz rzymskie miasto. Spacerowanie po niektórych zakamarkach parku grozi śmiercią o czym przypominają odpowiednie tablice informacyjne. Na szczycie góruje pomnik Rycerza Zwycięzcy, który dumnie spogląda na panoramę miasta. Park to Panorama Belgradu Twierdza Kalemegdan Wieża despoty Stefana Belgrad z tego miejsca wydaje się zielonym miastem. Niestety będąc w środku rzeczywistość pokazuje nieco inny obraz – duży ruch, chaos, kurz i smog połączony z ponad trzydziestostopniowym upałem. Belgrad to z pewnością ciekawe miasto, nieco inne niż zachodnie europejskie stolice. Nie ma tu tylu turystów co we Wiedniu czy Budapeszcie. Na pewno jest jednak warte odwiedzenia. Jeśli mielibyśmy nieco więcej czasu z pewnością poznaliśmy Belgrad lepiej i z pewnością znaleźli wiele ciekawych miejsc. My jednak nie mieliśmy całego dnia, a w planach jeszcze około 200km, niestety już nie po autostradach więc po odpoczynku w parku wsiedliśmy w samochód i znów przemierzając cały zatłoczony Belgrad udaliśmy się w kierunku górzystych terenów. Zlatibor Serbskie góry Jezioro z Zlatiborze Po kilkudziesięciu kilometrach skończył się płaski teren a zaczęła powolna wspinaczka. Początkowo zielone małe górki zmieniały się w coraz większe i większe. Początek Gór Dynarskich to takie nasze Bieszczady. Nie za wysokie i zielone. Im dalej na południe tym wyżej i ciekawiej. Naszym celem na ostatni nocleg w Serbii był Zlatibor. Wcześniej słyszeliśmy określenie, że Zlatibor to mała górska miejscowość nazywana Serbskim Zakopanem. W rzeczywistości odnieśliśmy wrażenie, że ktoś kiedyś wpadł na pomysł aby otworzyć setki straganów i utworzyć miasto w stylu “Targ i Rozrywka”. W mieście poza bazą wypadową w góry i małym sztucznym jeziorem znajdują się owe stragany i setki a nawet tysiące ludzi, którzy nie robią nic poza wydawaniem pieniędzy. Poza tym centrum targowym nie widzieliśmy jakichś tłumów, ani na pobliskich górskich polanach ani w pobliżu okolicznych miejscowości. W centrum Zlatiboru wszyscy cieszyli się zapachami kurczaków i kebabów, zimnym piwem i muzyką – beztroskie życie w centrum niczego 🙂 Nie myśląc za dużo wtopiliśmy się w tłum i oddali wakacyjnemu konsumpcjonizmowi. Ku przygodzie Po przespanej nocy w jednym z apartamentów wstaliśmy niczym świt i oddalili w kierunku Czarnogóry. Im bliżej granicy tym ładniejsze góry i większa ekscytacja. Coraz bardziej zanikały drzewa a ukazywały się skały. Prędkość podróżna zmniejszyła się znacząco w porównaniu do dnia poprzedniego. Górskie drogi i małe miasteczka z dużą dawka patroli policyjnych to nie autostrady. Co jakiś czas pod górą wydrążone tunele pozwalały nieco skrócić i przyciągnąć bliżej cel podróży. Wsie i miasteczka znikały w tylnym lusterku a przed przednią szybą wyrastały coraz to nowe góry. Po kilku godzinach przywitało nas kilka baraków oraz znak “Stop Policia”. W kolejce na granicy Serbsko-Czarnogórskiej spędziliśmy około godziny. Tu nie było dla nas osobnego pasa jak poprzednio 🙂 W końcu celnik serbski popatrzył z uśmiechem w paszporty, machnął ręką a my po chwili cieszyliśmy się z toczenia po czarnogórskiej drodze. Goodbye Serbia – Welcome Montenegro krzyczały razem z nami tablice informacyjne. I tak z uśmiechami na twarzach coraz bardziej zbliżaliśmy się do wyczekiwanego wypoczynku nad Morzem Adriatyckim. Ale jak się kilka kilometrów dalej miało okazać nasz uśmiech był przedwczesny, a niespodziewane problemy graniczne miały się dopiero zacząć……. Serbskie panoramy Skalne zwisy Granica z Czarnogórą
jak wygląda flaga belgradu